Bezpieczeństwo i Jak działa nasz organizm

Podstawa wszystkiego, czyli bezpieczeństwo i krótkie objaśnienie nt. zasad działania naszego organizmu.

Miś w Kasku ;)

W poprzednim artykule pisałem o ogólnych zaletach dla naszego organizmu, jakie płyną z uprawiania ‘większej aktywności fizycznej’ (*niż to prezentuje ogół Europejczyków i nie tylko…). Ten post z kolei chciałbym poświęcić na zobrazowanie Wam, jak w skrócie działa nasz organizm, a dokładniej jakie są jego możliwości rozwoju, regeneracji, jak ‘sczytywać’ odpowiedzi, które nam nieustannie wysyła oraz co zrobić, aby zwiększyć bezpieczeństwo ćwiczeń w odniesieniu do mięśni, stawów i kości. Ponadto w podsumowaniu (u dołu strony) zamieściłem kilka prostych, ale bardzo skutecznych metod, zapobiegających powstaniu kontuzji. Zapraszam do lektury 😉

Po pierwsze: ludzki organizm jest niezwykle podatny na zmiany/ewolucję – nie tylko na przestrzeni pokoleń, ale także mówię tu o zmianach, jakie możemy zaobserwować na przestrzeni własnego życia. Niezwykle łatwo i skutecznie można zmieniać masę mięśniową. Każdy z nas pewnie zaobserwował już w swoim życiu (czy w ciągu kilku lat chociażby) ‘wzloty i upadki’ jeśli chodzi o prezentowaną siłę i masę mięśniową – typu: jeszcze rok temu byliśmy w stanie podciągnąć się na drążku 7razy pod rząd, a teraz (jak przestaliśmy ćwiczyć) to 2 powtórzenia bardziej przypominają kabaret, czy zmagania muchy chcącej powalić słonia na łopatki, uderzając go z całej siły skrzydełkiem 😛
Nasza siła może podlec zarówno bardzo szybkim wzrostom, jak i spadkom. Mój wykładowca najlepiej opisywał to (oraz także to się odnosiło do umiejętności wykonania rozmaitych ruchów, zdolności umysłu, czy wykształcania w sobie pewnych cech, zdolności itd.) następującym powiedzeniem: Use it or lose it! (czyli Używaj tego, albo trać/pozbądź się). I rzeczywiście tak jest z naszymi mięśniami, czy umysłem – jeśli przestaniemy ich używać, to zaczynamy je stopniowo tracić i to w dosłownym znaczeniu (bo organizm nie jest ‘głupi’, aby nonszalancko wydatkować i doprowadzać cenną energię komórkom mięśniowym, których już nie używa i nie są mu potrzebne – tak samo jest z szarymi komórkami w mózgu). Przykładem na to są zwłaszcza osoby starsze, u których to brak aktywności fizycznej przyczynia się w jeszcze szybszym tempie (niż u osób młodych) do zaniku mięśni – gdy np. po jakiejś operacji są zmuszeni leżeć nieruchomo (np. w śpiączce pooperacyjnej) ponad 24h w łóżku szpitalnym, to po przebudzeniu się nie są nawet w stanie podnieść się z łóżka, czy wstać z niego o własnych siłach – wymagają natychmiastowej rehabilitacji i zaktywowania mięśni ‘na nowo’, bo ich zdolność do wykonania pracy na tyle spadła w tym czasie. Z osobą młodą, czy jeszcze w średnim wieku, aż takich dramatycznie szybkich skutków negatywnych spowodowanych nieaktywnością nie odczujemy, ale przy nieaktywności ‘na dłuższą metę’ ta różnica staje się mocno widoczna. Dlatego wniosek: jeśli chcemy aby nasze mięśnie pracowały wydajnie, to musimy o nie dbać i po prostu je używać (tak samo jest z umysłem – jeśli nie ćwiczymy pamięci długotrwałej, to tracimy jej zdolność do zapamiętywania danych).

Podobnym zmianom/wpływom podlega nasz układ kostny (nie wliczam tu stawów!) – możemy budować mocne kości poddając je presji, wstrząsom, ‘naciskom’ (*idąc za pamiętnym dla mnie cytatem z mównicy sejmowej p. T. Cymańskiego: „naciski, naciski…” 😛 ) itd., czyli po prostu obciążając nasz szkielet czy to masą własnego ciała, czy dodatkowo ciężarami zewnętrznymi. Przykład: jeśli byśmy zaczęli od dziś pływać i nie wychodzili byśmy ‘na ląd’, przebywając cały czas jedynie w wodzie (gdzie mamy uczucie, że nasze ciało nie ma masy, nic nie waży, bo siła grawitacyjna jest praktycznie zrównoważona przez siłę wyporności cieczy – wody – dlatego nacisk i presja na kości są znikome) to wtedy proces osteoporozy (tj. zmniejszenia się gęstości, kompozycji, składu chemicznego kości) nastąpił by bardzo znacząco i po paru latach wychodząc na ląd kości nóg, klatki piersiowej itd. złamały by się pod ciężarem naszego ciała. Identyczna sytuacja ma miejsce podczas wypraw kosmicznych – astronauci, znajdując się w stanie nieważkości, poddawani są znacznym procesom osteoporozy – mimo, że i tak wykonują regularne ćwiczenia fizyczne, aby ten proces opóźnić, to i tak po miesiącu czasu, przebywając na orbicie, ich gęstość kości spada o ok. 10% (a to sporo, bo gdy spadnie o ok. 30% to lekarz diagnozuje to u nas terminem ‘osteoporozy’, czyli stanem gdzie kość jest wysoce ‘wychudzona’ i przez to podatna na złamania np. podczas schodzenia ze schodów, przy niepozornym poślizgnięciu/potknięciu się na chodniku, czy nawet wykonując szybki rzut piłką tenisową – to może się zakończyć złamaniem kości odpowiednio: piszczelowej, ramienia/przedramienia). Dlatego warto jest dbać o ‘zdrowy’ stan kości (czyli aby były mocne i miały odpowiednią kompozycję (z ang. BMC – Body Mass Composition)) regularnie poddając je presji, wstrząsom itd. – przykładem ćwiczeń może być szybkie chodzenie (kilka km dziennie), czy jogging, gry zespołowe ‘od czasu do czasu’, ‘skakanka’, pompki, ‘zwykłe’ wstawanie od komputera czy TV, przysiady i wiele, wiele innych ćwiczeń (rozwinięcie tej listy w kolejnych artykułach) – każdy wybierze coś dla siebie 😉 , a najlepiej jest stosować naprzemiennie różne rodzaje ćwiczeń, różne aktywności, żeby nam sie nie znudziło 🙂

Kolejnymi, ważnymi ‘elementami’ naszego ciała, które to celowo pominąłem powyżej a są niewątpliwie warte uwagi, są stawy. One nie podlegają aż tak gwałtownym zmianom i regeneracjom jak mięśnie, czy układ kostny → np. chrząstka stawowa raz uszkodzona praktycznie nigdy się nie zregeneruje. Piszę o nich ze względu na to, że wielu z nas doświadczyło/doświadcza lub prawdopodobnie będzie miało problem ze stawami, dlatego chcę położyć spory nacisk na zapobieganie kontuzjom, zwłaszcza z punktu widzenia właśnie stawów. Co prawda, moje artykuły nie zastąpią Wam wizyty u dobrego ortopedy, czy fizjoterapeuty, ale jedynie chciałbym zwrócić uwagę na parę podstawowych ‘nawyków’, czy błędów popełnianych przy wykonywaniu ćwiczeń fizycznych, które mogą się przyczynić do degradacji stawów.

— UWAGA ! – jeśli masz uczucie, że Twój staw ‘nie pracuje, jak powinien’, uczucie niestabilności stawu (‘luzu’), czy pojawiają się czasem jakieś bóle, dziwne odgłosy (strzelania, gruchotania, ‘ruszającego Trabanta’ 😉 itd.) podczas zginania, to sugeruję wybrać się na konsultację lub diagnozę do specjalisty (ortopedy, czy nawet prywatnie do kliniki ortopedycznej, sportowej – porada może kosztować tyle, co tania Mp3-ka, a gdzieniegdzie nawet i za darmo przeprowadza się konsultację wraz z diagnozą). Nie radziłbym się powoływać tylko na Lekarza Rodzinnego, bo ten może zignorować pierwsze objawy problemu, mówiąc: ‘jeśli Pan jeszcze nie piszczy z bólu jak mała dziewczynka, to staw jest pewnie w porządku’, ale sęk w tym, że jak się już pojawi się ‘wyczekiwany przez lekarza pierwszego kontaktu’ silny ból, to może być już za późno, aby samymi ćwiczeniami, rehabilitacją zaradzić problemowi. Serio, nie radzę tego ignorować, bo nawet na wielu forach internetowych można wyczytać wiele (podkreślam: wiele ! ) przypadków osób, mających duże problemy ze stawami, u których lekarz ‘olał sprawę’, ignorując pierwsze oznaki problemu.
Najczęściej (praktycznie we wszystkich przypadkach) w razie jakichś problemów ze stawami (nie mówię o kontuzjach powstałych w wypadkach itp.) jest to sprawa odpowiednich, prostych ćwiczeń korygujących – np. wzmacniających pewien mięsień, który to powoduje ‘nierówną pracę’ stawu – jakie najlepiej jest nam w stanie podpowiedzieć fizjoterapeuta po odpowiedniej diagnozie. Dlatego, jak mamy jakieś tam chrobotania w stawach itp. (domniemam, że jest to większość z nas), to powinien to być dla nas chociażby pierwszy sygnał, że czas zmienić swoje nawyki i sposób wykonywania ćwiczeń, na ‘mniej-degradujące’ i bezpieczniejsze dla stawów ——–

Moja podstawowa zasada, która się tyczy wykonywania wielu ćwiczeń (typu ‘wiosełka’, przysiady, ‘martwy ciąg’, ‘leg press’ i ‘leg extension’ – nie wiem, jak to się po polsku nazywa 😉 , a chodzi o ćwiczenia z elementem ‘zginania i wyprostu nóg’), to aby podczas ćwiczeń nie zginać nóg powyżej 90” (tj. kąt prosty), nie garbić kręgosłupa oraz nie doprowadzać do pełnego wyprostu kolan (tj. ‘blokowania stawu kolanowego’) i wyprostu innych stawów – oraz ogólnie: nie wykonywać ruchów do granic ROM (z ang. Range of Motion, czyli maksymalnego zakresu ruchu stawu, tj. ‘do granic możliwości’), bo w ten sposób naruszamy strukturę stawu, np. ‘szarpiemy’ więzadła kolanowe itp., przez co stają się luźniejsze, rzepka zaczyna ślizgać się ‘nie po swoim torze’, ‘coś zaczyna nam strzykać i gruchotać’, pojawia się ból i uczucie ‘luzu’ w stawie, tj. niestabilności stawu – nie chcemy przecież sobie tak łatwo rozgruchotać stawy i spędzić resztę życia na przemieszczaniu się jedynie od szpitala, po klinikę, wydając tysiące PLN’ów na zabiegi, leki, operacje, terapie, rehabilitacje, fizykoterapię, fizjoterapeutów itd., co i tak może nie przywrócić nam pełnej sprawności…

Druga zasada: nie przeciążajmy stawów. Nie rzadko spotyka się na siłowni osoby, które już na pierwszych zajęciach szarpią się za największe ciężary, hantle, sztangę 90kg ‘na klatę’, czy po 10latach postanawiamy zacząć biegać 10-15km dwa razy na tydzień, czy raz na miesiąc mimo, że cały pozostały czas wszędzie poruszamy się samochodem, windą, przez ostatnie lata byliśmy bardzo mało aktywni fizycznie, czy przytyło nam się 20kg od czasu ostatniego uprawiania sportu… OK – może i nasze mięśnie pozwolą na wykonanie jednego lub kilku powtórzeń (na sztandze itp.), czy przebiec (z bólem, ale jednak przebiec) te 10km pierwszego dnia, ale to nie oznacza, że jesteśmy w pełni przygotowani na takie obciążenia – zwłaszcza mam na myśli nasz układ szkieletowy (stawy!), nerwowy itp., bo w ten sposób możemy sobie bardziej zaszkodzić, niż nam to przyniesie oczekiwane korzyści zdrowotne, tj. możemy sobie w ten sposób zniszczyć np. chrząstkę stawową, która już nigdy się nie zregeneruje, co będzie przyczyną uporczywego bólu i postępującej niesprawności i niezdolności do lokomocji na własnych nogach…
Wniosek: nie rzucajmy się od razu ‘na głęboką wodę’, jeśli chodzi o zwiększenie intensywności naszej aktywności fizycznej, a zacznijmy się wpierw przygotowywać do tego głównego wysiłku, jakiego się chcemy podjąć – zacznijmy więcej chodzić, potem coraz szybciej, potem zacznijmy wykonywać marszobiegi, zwiększajmy stosunek biegu-do-marszu, następnie jogging i potem biegi ze stopniowym zwiększaniem dystansu. Chyba, że jesteśmy obecnie dość dobrze wysportowani (często gramy w gry zespołowe, czasem jogging,  czy dużo jeździmy na desce, na nartach itd.), to aby zacząć biegać 10k nie potrzebujemy takiego przygotowania, bo juz znaczną jego część mamy za sobą 😉 – nasze stawy, ścięgna oraz mięśnie (specjalnie wymieniam to w takiej kolejności, od najważniejszego jeśli chodzi o zdrowie) mogą być już wystarczająco przygotowane.

Kolejną sprawą jest rozgrzewka – nasz organizm działa w tej kwestii podobnie do silnika samochodowego – jeśli najpierw nie popracuje na wolnych obrotach i się w ten sposób nie rozgrzeje, to potem pracuje mniej efektywnie (jakbyśmy od razu po włączeniu auta ‘cisnęli gaz do deski’ – silnik musi mieć temp. ok. 90st. C, by mógł osiągnąć max. moc, a ludzkie mięśnie też muszą mieć odpowiednio dużą temp., tj. 39-40st.). Nie o samą temperaturę samą w sobie tu chodzi – gdy mięśnie się rozgrzeją, zwiększa się ich elastyczność oraz elastyczność ścięgien (czyli elementu łączącego kość z mięśniem → np. ścięgno Achillesa), co jest istotne przy zapobieganiu zerwań i naderwań ścięgien oraz mięśni.
Poza tym podczas rozgrzewki powinniśmy ‘poruszać’ stawami – przygotować je do pracy – zwłaszcza te, które głównie będziemy używać podczas ćwiczeń, treningu. Bo z nimi jest znów podobnie do silnika – w czasie bezruchu (siedzenie, leżenie długo w jednej pozycji) znajdująca się w środku maź stawowa (w silniku płyn smarujący, olej silnikowy) nie jest równomiernie rozprowadzona wewnątrz stawu, więc jeśli zaczniemy uprawiać ciężkie ćwiczenia fizyczne, to po prostu będziemy je ‘zacierać’ (tj. dewastować), jak silnik.
To są w skrócie główne przyczyny urazów, kontuzji podczas raptownego wysiłku fizycznego (bez poprzedzającej go rozgrzewki) – ścięgna są skurczone, sztywne, mięśnie nieelastyczne, stawy nienasmarowane, więc nagły zryw powoduje, że np. w stawie kolanowym rzepka ‘wypadnie z toru’ (np. ucieknie na bok), bo jeden z mięśni, który ją stabilizuje był sztywny, nieelastyczny i nie pozwolił jej płynnie ślizgać się po swoim torze, tylko ‘przyblokował ją’ (co może zerwać np. ścięgno, czy więzadło).

Staram się to na tyle obrazowo opisać, bo jeśli bym tylko napisał: ‘bez rozgrzewki mięśnie i ścięgna są mało elastyczne’ to pytanie się automatycznie nasuwa: ‘no i co z tego?’ 😉 A tak, powinniście mieć mniej więcej wyobrażenie, do czego to może doprowadzić i mam nadzieję, że jakoś to przemówi do rozsądku i zobrazuje Wam: czemu (np. w odniesieniu do stawów) rozgrzewka jest ważna. Więcej o powodach jej przeprowadzania (oraz o tym, jak powinna wyglądać i z czego składać się przy danym treningu) napiszę w kolejnych artykułach.

Podsumowując: aby skutecznie zmniejszyć ryzyko kontuzji przestrzegajmy poniższe proste metody, zasady:

  • Rozgrzewka, rozgrzewka, rozgrzewka ! Przygotujmy odpowiednio mięśnie i stawy do wykonywania danego ćwiczenia, czy całego treningu – może to być jedynie 5-10min prostych ćwiczeń typu: Dynamic Streching (tj. dynamiczne rozciąganie); wykonywanie takiego ruchu, jaki będziemy wykonywać podczas ćwiczeń/treningu, ale z mniejszym obciążeniem; ćwicząc na maszynie CV (CardioVascular – przyrząd absorbujący do pracy duże grupy mięśniowe – np. rower, Cross-Trainer, ‘Orbitek’, bieżna w siłowni; czy po prostu szybki chód, jogging, ćwiczenia domowe itp.
  • Poprawna technika – powolne i kontrolowane wykonywanie ruchów (zamiast szarpania ciężarami) i przede wszystkim unikanie wykonywania ruchów do granic ROM (Range of Motion – max. zakres ruchu danego stawu), czyli ogólnie unikanie ‘przeprostu’ (tj. pełnego wyprostu) kolana, łokci, unikanie maksymalnego zgięcia tułowia/kręgosłupa, zgięcia kolan powyżej kąta prostego (90st.) oraz w zasadzie unikanie wykonywania ‘niesymetrycznych’ ćwiczeń (tj. np. rozciąganie mięśni/ścięgien tylko jednej nogi, ręki, zginanie tułowia tylko w jedną stronę itd.), bo to może negatywnie wpłynąć na naszą posturę ciała → niesymetryczne ułożenie miednicy, kręgosłupa → bóle i problemy, w skrócie 😉
  • Unikanie tzw. ‘sezonowego uprawiania sportów’ – czyli przez większość roku nie ruszanie się z domu/bycie nieaktywnym fizycznie przez długi czas, a potem (np. latem, czy wraz z postanowieniem noworocznym) wykonanie zrywu i intensywne poddanie się wysiłkowi fizycznemu/uprawianiu sportu – np. biegać za piłką od rana do wieczora, zapisać się na siłownie tylko na miesiąc i przez ten miesiąc ćwiczyć jak opętany, szarpnąć się na bieganie po 10km dziennie czy zacząć hardcorowo Le Parkour, Free Ride itp. bez wcześniejszego przygotowania – na to  mojej zgody nie ma, przynajmniej nie tak hop-siup 😉
  • Powoli zwiększać aktywność fizyczną (alternatywa do sezonowego uprawiania sportu) – już teraz zacząć chodzić trochę więcej, niż zwykle, uprawiać Nordic Walking (chodzenie z kijkami), zapisać się na jogę, zajęcia aerobiku, lekcje tańca, pływania, aqua aerobic, zajęcia Thai Chi, zacząć wykonywać proste ćwiczenia fizyczne w domu (np. krążenia ramion, rozmaite podnoszenie nóg w pozycji leżącej, brzuszki, przysiady, delikatne skłony przy prostych plecach – a nie garbiąc się jak Wujek Fester z Rodziny Addamsów 😉 , żonglować piłeczkami, ćwiczyć na drążku pomagając sobie nogami, wstawać dużo częściej od komputera, TV, aby ‘rozprostować kości’ i się trochę poruszać, czy kupić sobie piłkę gimnastyczna – Swiss Ball – i zacząć się nią bawić, na niej ćwiczyć – dokładniej o niej w jednym z postów), wsiąść na rowerek (nawet i rehabilitacyjny/domowy) i popedałować spokojnie lub średnio-mocno (zwłaszcza to spokojne aktywizowanie się odnosi się do osób z dłuższym ‘stażem’ nieaktywności fizycznej 😉 , tj po dłuższej przerwie; natomiast osoby młodsze lub w dość dobrej kondycji fizycznej mogą (nawet mimo paromiesięcznej przerwy od uprawiania sportu) zaczynać od lekkich marszobiegów, gier zespołowych itp.) – wszystko to ma na celu odżywić nasze stawy (aby były też lepiej nasmarowane), poprawić krążenie, uelastycznić mięśnie i ścięgna po to, abyśmy nie doświadczyli kontuzji, podbiegając do autobusu, czy wychodząc po roku pograć w nogę  – tj. stworzenie bazy wyjściowej na bardziej wymagający wysiłek fizyczny. Dlatego powtarzam: zacznijmy od dziś ‘lekką aktywność fizyczną’ (tj. podstawową), żeby nie było ‘niespodzianek’, gdy się na coś szarpniemy 😉

Mało tych zasad, no nie ? 😉 A jednak samo ich przestrzeganie w zdecydowanym stopniu zwiększające bezpieczeństwo wykonywania ćwiczeń/uprawiania sportu, które jednocześnie zmniejsza prawdopodobieństwo powstania kontuzji, zwłaszcza jeśli chodzi o ścięgna i stawy.
…a bezpieczeństwo to podstawa do dobrego zdrowia i przyjemności na dłużej – nie zapominaj o tym 😉

Żyj aktywnie 😉
Janek

____________________________________________________________________

PS Mam nadzieję, że chociaż komuś ten artykuł w jakimś stopniu pomoże, lub przyczyni się do bezpieczniejszego i przyjemniejszego podejmowania aktywności fizycznej/sportu, bo o to tu głównie chodzi 😉

Jeśli macie swoje spostrzeżenia, czy chcielibyście dopisać swoje ogólne zasady bezpiecznego uprawiania sportu, to zachęcam gorąco do dzielenia się wiedzą 🙂

10 thoughts on “Bezpieczeństwo i Jak działa nasz organizm”

  1. Warto, zwrócić uwagę także na fakt, iż podczas wysiłku fizycznego wydzielają się z naszego organizmu endorfiny tzw. “hormony szczęścia”. Poprawiamy własne samopoczucie, pewność siebie, uzyskujemy wymarzoną sylwetkę i jesteśmy ogólnie sprawniejsi. Nic tylko wziąć się do roboty! Powodzenia, taka mała moja własna rada – nic na siłę, ciesz się ćwiczeniami a wszystko przyjdzie samo. Jak to mówią ‘Powoli do przodu’ ! 🙂

  2. Witaj na blogu, Michale 🙂

    Fajnie, że samemu dostrzegasz przede wszystkim te zalety aktywności fizycznej – od świadomości wszystko się zaczyna… 😉

    Im akurat poświęcony został mój poprzedni (tj. pierwszy) post – zapraszam tutaj 🙂 Ale dobrze, że je przywołujesz – nie zapominajmy o nich, a zwłaszcza o tej przyjemności, bo to właśnie zadowolenie przy wykonywaniu ćwiczeń oraz zadowolenie z pozytywów, jakie nam dostarczają pozwoli nam lepiej zadbać o siebie i trwać w byciu aktywnym – nie na zasadzie, że ‘muszę’, ale chcę 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do dalszego udziału na blogu.

    Żyj aktywnie 😉
    Janek

  3. Hejka,
    Dzisiaj jadąc samochodem widziałem kolesia na rowerze a z tyłu dziecko w foteliku, no niby nic tylko, że facet jak i dziecko bez kasków i to środek miasta w najlepsze sobie jechał..
    Dlaczego o tym mówię, bo oprócz różnych bardzo ważnych zasad zapominamy o tych najważniejszych i podstawowych.
    W uprawianiu sportów powinniśmy pamiętać o zdrowym rozsądku i wyobraźni bo to co ma nam dać sport (przyjemność i zdrowie) może być zgoła inne..
    pozdro!:)
    Seba

  4. Na to właśnie kładę nacisk – te proste wskazówki odnośnie bezpiecznego/zdrowego rozwoju fizycznego, które uchronią nas przed ‘dewastacją’ naszego organizmu. Dlatego też unikam tego stwierdzenia, że sport to zdrowie, póki nie zawodowy… Bo problem polega w tym, że wielu młodych ‘amatorów’ (a właściwie ‘laików’) chce już na starcie stosować metody mistrzów/zawodowców. Np. stosować identyczny trening, jaki stosował Arnold Schwarzenegger, przy zachowaniu tych samych ciężarów (‘na niego zadziałał, to na mi też posłuży…’ – BŁĄD !) – sęk w tym, że ‘Arni’ przez naście lat przygotowywał najpierw swój organizm na takie obciążenia, aby móc to wykonywać w bezpieczny sposób (na co nikt nie patrzy)), a wielu chce się za nie brać od razu (bez przygotowania), przez co odnoszą kontuzje.

    Zdrowy rozsądek jest tu faktycznie kluczem, ale niektórym ciężko jest ocenić co powinni robić, a czego nie…, dlatego warto o takich wskazówkach pisać i dawać niektórym dobre rady.

    Pozdrawiam serdecznie
    Janek

  5. Witam

    Gratuluje inicjatywy blogu..
    Trafiłem tu po przeglądaniu bloga twoje brata :).

    Przejdę do sedna :D.
    Ja mam znowu takie informacje,że pełne przysiady są lepsze :D.
    Tzw olimpijskie siady.Dlatego że np taki miesień jak obszerny przyśrodkowy jest aktywny bardzo,pobudzenie jednostek motorycznych duże.Dzięki temu staw rzepkowo-udowy jest stabilny i chroniony.Natomiast staw kolanowy to już inna bajka :).
    Ale jestem ciekaw dlaczego tak uważasz bo jakby nie było pare lat już siedzę w temacie i pólprzysiady są z tego co wiem,po sobie też 😀 bardziej szkodliwe.Między innymi dlatego ,że bierzesz nawet do 100 % większy ciężar niż w pełnej wersji…Z tym,że ja pisze o zdrowej osobie ,która trenuje 😀 pod okiem spostrzegawczym.

    Ścięgna są chyba mało elastyczne,ścięgno jest sztywne?To mm się rozciągają,są elastyczne?
    Mogę się mylić,ale tak mi się wydaje:D.
    To było tak chyba im mniejszy ruch w stawie(uraz/unieruchomienie) to ścięgno się wydłuża a brzusiec mm skraca?

    ps.Jak jakieś materiały byłbym wdzięczny bo już troszkę wyleciało mi z głowy a przypomniałbym sobie 😀

    Pozdrawiam

  6. Hej Maćku!

    Jest! W końcu osoba, ta jedyna, która słucha i pyta, kwestionuje to, ‘co napisano’ 😛 (parafraza scenki z ‘Dnia Świra’) – serio, cieszę się, że niesiesz swój wkład przy ‘powiększaniu wartości’ tego bloga 🙂

    Postawiłeś bardzo dobre pytanie – przysiady olimpijskie, czy półprzysiady – co lepsze? Dobrze, że twój komentarz przeczytałem, akurat będąc w bibliotece uczelnianej, to od razu wypożyczyłem książki ‘O kolanie’ (np. The Knee – Problems and Preventions, by Vivian Grisogono – napisaną przez fizjoterapeutkę z ok. 30letnim doświadczeniem), przewertuję archiwum bazy danych w Peak Performance oraz journali z innych źródeł oraz za parę tygodni będę miał wizytę u fizjoterapeuty, którego chcę trochę popytać np. o ‘poprawną technikę’ różnych ćwiczeń, czy jak dbać o stawy na co dzień (przykłady ćwiczeń wzmacniających itd.), a poza tym spróbuję jeszcze ‘zmolestować’ podobnymi pytaniami znajomego, który studiuje na ostatnim roku kierunek Physiotherapy – wzbogacę swoją wiedzę i przedstawię wnioski na blogu 🙂

    Prawdopodobnie każdy będzie miał różne zdania na ten temat i własne teorie – bo każda metoda ma swoje plusy i minusy – nie ma czegoś takiego jak idealne ćwiczenie, dobre ‘na wszystko’ i dla wszystkich (w każdym ‘aspekcie’: medycznym, czy na rozwój siłowy itd.)

    Natomiast jeśli chodzi o to, czemu przychylam się zaleceniom typu ‘nie zginać pow. 90st.’: wyobraź sobie, przy ilu ćwiczeniach na co dzień, czy w ilu sportach wykonuje się kluczową pracę na nogach zgiętych pow. 90st.? Jest ich naprawdę garstka, więc z uwagi na to, że powyżej 90st. niektóre mięśnie stabilizujące rzepkę przestają być aktywne (i rzepka przez to jest mniej stabilna, co może spowodować nagły uraz, kontuzję), a poza tym np. przy pełnym siadzie, w punkcie zgięcia prawie 180st., na staw kolanowy działa dodatkowo siła wywołana ‘dźwignią’ (środkiem obrotu przestaje być rzepka, bo tzw. fulcrum – podporą – staje się łydka i dwugłowy uda, przez co rzepka jest jakby ‘rozsadzana’ góra-dół przez siłę ciężkości naszego tułowia – a to jest duża siła, jak na tak ‘mało stabilny staw’) – takie jest przynajmniej moje zdanie 🙂 Poza tym trenerzy, których znam, stosują tę zasadę czy to na sobie, czy w odniesieniu do klientów.

    Przy półprzysiadzie można podnosić większe ciężary (co może teoretycznie bardziej niszczyć stawy), ale znów pojawia się moja zasada odpowiedniego przygotowania – jeśli stopniowo będziesz zwiększał obciążenie przy przysiadach pozwalając stawom się odpowiednio ‘wzmocnić’, to znów, dany ciężar nie powinien dewastować stawu.

    Sprawa jest zdecydowanie do przekazania zwłaszcza fizjoterapeutom (oni powinni byc bardziej kompetentni w tej sprawie), więc zobaczymy, do jakich wniosków uda mi się z nimi dojść 🙂 – a nuż się okaże, że padnie kolejny ‘wielki mit’ 😛

    Póki co, więcej jest przykładów, że to jednak półprzysiady są mniej szkodliwe, więc tego się trzymam 🙂

    Żyj aktywnie
    Janek

  7. Przydałoby się parę rad odnośnie tego jak powinno zjeżdżać się rowerem w trudnym terenie. Zawsze mam z tym problem, nie wiem kiedy hamować np., jak jechać po piachu, kamieniach,… chciałabym uniknąć kolejnych wywrotek.

  8. Aniu:

    Co do rad, hmmm. W zasadzie poza głównymi wskazówkami typu: przenoszenie środka ciężkości do tyłu, tj. tyłek za siodełko 🙂 podczas stromistych zjazdów, hamowanie głównie przednim hamulcem…, ciężko mi operować teorią – najlepiej będzie jak poobserwujesz tych, co bardzo dobrze zjeżdżają i czują się na zjazdach – podpatrz ich 🙂 Twoim znajomym, legnickim maratończykom (Arek, Bartek) zaraz kończy się sezon, więc może uda Ci się ich namówić, aby z Toba poćwiczyli zjazdy.

    Możesz też sama wybrać się na treningi techniki – wybierz sobie jakieś zjazdy w lasku/-ach i staraj się po nich zjeżdżać na jak najwięcej sposobów – to ‘rynną’, to z prawej potem lewej strony, potem ‘serpentynami’ (przeskakując z prawej na lewą stronę itd.) – najpierw wolniej, abyś poczuła się pewniej (że się w ogóle da zjechać po nim bez kraksy) a potem szukaj fragmentów, na których można ‘puścić klamki’ (tj. hamulce) na chwilę i nabrać trochę prędkości 🙂

    Cały myk polega na tym, że samemu trzeba ‘wyczuć zjazdy’ – im więcej razy będziesz je ćwiczyła tym bardziej nabierzesz pewności i nauczysz się kontrolować rower nie tylko wtedy, gdy jedziesz po ‘torze’ 😛

    Poza tym – dodatkowo – warto będzie wzmocnić mięśnie stabilizujące kręgosłup, mięśnie brzucha i poprawić ogólną koordynację ciała (coby łatwiej się kontrolowało metalowego rumaka 🙂 ) – dobre są np. ćwiczenia na Swiss/Gym Ball (piłka gimnastyczna) lub zajęcia Pilates (oraz inne ćw. absorbujące Core Muscles do pracy – przykłady opisane tutaj) – to wszystko może Ci się zdecydowanie przydać, ale i tak nie zastąpi Ci praktyki na rowerze 🙂

    Praktyka czyni mistrza – powodzenia 🙂
    Janek

  9. Dzięki Janek, nie bardzo wiem co to za ćwicznenia o których mówisz. Owszem chciałabym wzmocnić mięśnie brzucha, kręgosłupa też, zwłaszcza, że niektóre z nich w ogóle nie pracują, z uwagi na 2 metalowe pręty w plecach… a brzuszki mi nie idą bo jak je robie, to coś mi pyka w środku 😉

  10. hej Aniu:

    Hmmm, nie wiem jak dokładnie wygląda Twoja zdolność zginania kręgosłupa (na ile Cie blachy ograniczają ruchowo 😛 ), ale i tak uważam, że powinnaś zdecydowanie zacząć z delikatnymi ćwiczeniami wzmacniające korpus ciała – fizjoterapeuta też powinien być tego zdania, jeśli nie jest, to chce Ci na pewno zaszkodzić 🙂

    Dlatego polecam Ci ćwiczenia na piłce gimnastycznej (Swiss Ball) – będzie to dla Ciebie najlepsze rozwiązanie. Można na niej bezpiecznie (!) dozować obciążenie (masą własnego ciała – od ćwiczeń dla emerytów po zaawansowane ćw. dla Rockiego Balboa 🙂 ) i jest masa ćwiczeń, które na niej można wykonywać.

    Podsyłam Ci link do przykładów ćwiczeń… w zasadzie na wszystkie grupy mięśniowe (zwłaszcza te, tworzące korpus ciała, bo to jego najczęściej używamy na co dzień oraz w sportach):

    http://www.youtube.com/watch?v=yqZwPLruTjM&feature=channel

    tu masz przykład ćwiczenia, które można wykonać również bez piłki (opierając się kolanami i rękami o podłoże – pozycja kota), ale nie da Ci to aż takiego efektu.

    Inne przykłady masz w odnośnikach po prawej stronie (“Więcej od: ridgelinefitnesshttp://www.youtube.com/user/ridgelinefitness?view=videos ) – ćw. są dziesiątki 🙂 Część z tych ćwiczeń można wykonać bez piłki – np. leżąc na plecach i podnosząc nogi (czy to razem, czy na przemian).

    W każdym razie radzę zakupić taką piłkę (20-30zł?) i próbować te ćwiczenia – zaczynaj od tych, które najbardziej wspierają twój korpus ciała (plecami lub brzuchem ciągle leżysz na piłce).

    Jeszcze inna opcja, to wybrać się do dobrego centrum sportowego na jedną, dwie sesje nazwane Core Stability (Stabilizacja korpusu ciała itp.) i zaaplikować kilka przykładów z takich zajęć do swojej dziennej rutyny ćwiczeń 🙂

    Powodzenia 🙂
    Janek

    PS sam na niej ćwiczę, bo lubię 🙂

Leave a Reply